Internetowy Dziennik Regionalny
17 maja 2012r.
imieniny: Brunony, Sławomira, Wery
Fasada 150-letniej zabytkowej kuźni na ul. św. Krzyża w Krakowie zawaliła się z powodu nieprawidłowości podczas prac remontowych - poinformował powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego. Od kilku miesięcy inwestor pogłębiał wykop pod kuźnią. Remont prowadzony był też bez nadzoru osoby upoważnionej, bo kierownik budowy w poniedziałek zrezygnował z pracy.
Około godziny 15.00 w pobliżu Szkoły podstawowej nr 1 runął z czterometrowej wysokości mur zabytkowej kamienicy. Zwały gruzu zasypały chodnik i część ulicy. W kamienicy, jak wynika z tablicy informacyjnej, trwały prace remontowe. Inwestorem jest firma „ AWAK” sp. Z O.O. To właśnie robotnicy tej firmy jako pierwsi ruszyli by usunąć zwały gruzu. Kamienica nie zawaliła się w całości dzięki ostemplowaniu stropu.
- Wiedzieliśmy, że tak się stanie!To było do przewidzenia! Skandal! - tak katastrofę budowlaną komentowali zbulwersowani lokatorzy sąsiedniego budynku, z którym kuźnia złączona była jedną ze ścian.
Zabytkowy budynek został oddany do remontu Spółce „Awak” około 8 lat temu.
-Do dziś nie jest rozstrzygnięta w Sądzie sprawa podziału kamienicy między żyjących spadkobierców - mówi jeden ze współwłaścicieli i zarazem lokator przylegającego budynku / nazwisko do wiadomości redakcji/.
Lokatorzy nie kryją zdenerwowania i oburzenia. Remont budynku od początku wydawał im się niezgodny z prawem. Zabytkowa kuźnia nie była w zainteresowaniu Wojewódzkiego i Miejskiego Konserwatora Zabytków. Z kuźni w czasie „ remontu” wszystko było wywożone. Do dziś nie wiadomo co stało się z zabytkowym młotem parowym. Pierwszym tego typu urządzeniem w Polsce i jednym z pierwszych w Europie. Kuźnia jest jednym z najstarszych zachowanych do dziś w Krakowie zabytków architektury przemysłowej, a zarazem ostatnim tej klasy obiektem parterowym w centrum miasta. Dawnej stanowił część zabudowań fabryki Ludwika Zieleniewskiego, producenta maszyn rolniczych.
Gdyby nie zainteresowanie mieszkańców kamienicy w tym części żyjącej rodziny Zieleniewskich, pewnie żaden urzędnik w Krakowie nie wpisałby kuźni do rejestru zabytków. To na ich wniosek objęto ten budynek ochroną. Ochroną w cudzysłowie, bo w czasie remontu nikt nie widział ani nadzoru budowlanego, ani urzędników konserwatora.
Pan Jacek K. właściciel spółki i jego „ remont” od wielu lat wzbudzał zastrzeżenia właścicieli kamienicy.
-To od początku nie był remont, ale dewastacja budynku. Wielokrotnie na zebraniach z lokatorami mówiliśmy mu o swoich zastrzeżeniach. Czuł się jak właściciel całości budynku. Musieliśmy interweniować gdy pozamykał na kłódki nasze budynki gospodarcze na zapleczu kamienicy. Baliśmy się jego buty w zachowaniu. Ciągle powtarzał, że” nie ma w Krakowie urzędnika, którego by nie kupił. Te luksusowe samochody podjeżdżające pod kamienicę, rozmowy w języku rosyjskim prowadzone przez telefon i wytatuowani robotnicy budziły w nas strach. Kiedy zorientowaliśmy się w zakresie dewastacji zabytku i robotach grożących katastrofą, zaczęliśmy interweniować - mówią zdenerwowani lokatorzy
Kiedy część muru runęła ukazały się głębokie na kilka metrów wykopy wewnątrz budynku. Od wielu miesięcy z niewielkiego parterowego budynku robotnicy wywozili gruz. To właśnie ten ogromny wykop poniżej fundamentów, kilka metrów poniżej poziomu ulicy Krzyża spowodował, że 7 września 2009 r., dwa dni przed zawaleniem kuźni, współwłaściciele złożyli w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego i u Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków pisma alarmujące o grożącej katastrofie.
- Na to już nie można było patrzeć. Kiedy zauważyliśmy wykop i zrobiliśmy raban, inwestor Jacek K postawił przed budynkiem ochroniarza broniącego dostępu do budynku.
Miejscy urzędnicy nie podjęli działań. Urzędnik z PINB, który przyjechał na miejsce katastrofy nabrał wody w usta. Nie chciał rozmawiać nawet z policjantami.
- Zawsze się chwalił, że wybuduje tu apartamentowiec- mówi o Jacku K. jeden z lokatorów - to pewnie po to ten ogromny wykop. To na pewno nie był remont.
Policja przesłuchuje świadków zdarzenia. Sprawą zainteresowała się też prokuratura.
- Wydałem pozwolenie jedynie na rozbiórkę niewielkiej, tylnej oficyny w podwórzu. I to tyle. W czwartek inspektorzy na miejscu ocenią, czy nie doszło tam do samowoli i czy inwestor na własną rękę nie rozpoczął prac wewnątrz obiektu. Jeżeli okaże się, że tak było, a co gorsza, jeżeli stwierdzę, że prace prowadzone w obiekcie miały przyczynić się do jego uszkodzenia, to właściciel będzie miał poważne kłopoty - powiedział na lamach portalu "Gazeta.pl" Jan Janczykowski, wojewódzki konserwator zabytków. W rozmowie z "Gazetą" konserwator zabytków przyznaje, że właściciel kuźni złożył do jego wydziału opracowanie konserwatorskie zakładające renowację zabytku. W ramach planowanych prac kuźnia miała odzyskać dawny wygląd. - Po zapoznaniu się z tymi planami byłem gotowy wydać pozytywna opinię - stwierdza konserwator. Nie zdążył.
Inwestor nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.