Internetowy Dziennik Regionalny
17 maja 2012r.
imieniny: Brunony, Sławomira, Wery

Sejm uchwalił kontrowersyjną nowelizację do Kodeksu wykroczeń, która zakłada wysokie grzywny i co przeraża - bo kojarzy się z siermiężną komuną- przepadek towaru za prowadzenie handlu poza miejscem do tego wyznaczonym! W Krakowie problem nielegalnego handlu jest czymś normalnym, należy wręcz do tradycji naszego miasta. Dlatego nie wiadomo, czy nowe prawo nie zniszczy specyficznego klimatu handlowania na chodnikach przysłowiowym mydłem i powidłem? 19 listopada przepisy weszły w życie, oby okazały się martwe.
Za zmianami w Kodeksie wykroczeń optowała część polityków i wielu Komendantów Straży Miejskiej w Polsce. Ci drudzy od dawna narzekali na to, że nie są w stanie powstrzymać nielegalnego handlu na ulicach, bo mandaty, które wystawiają są za niskie i nie zniechęcają skutecznie do zaprzestania takich praktyk.
Szkoda jednak, że pomysłodawcy tej nowelizacji nie wzięli pod uwagę aspektu tradycji w takim handlu „byle czym” na chodniku, prosto z dywanu, czy z rozkładanego łóżka. W Krakowie takowa tradycja istnieje tak długo jak nasze miasto. W każdy weekend mieszkańcy Krakowa przybywają w okolice Hali Targowej, po to, żeby poza zakupami na legalnych stoiskach, kupić jakiś drobiazg od dziadka z chodnika, który zebrał z piwnicy i strychu kilka mosiężnych klamek, stary słój do ogórków czy szpulę sznurka do wiązania paczek- wszystko za złotówkę! Szkoda, że nikt nie uwzględnił podczas wymyślania przepadku towaru za prowadzenie handlu poza miejscem do tego wyznaczonym, babci na Nowym Kleparzu, która wstała o 4 rano, żeby zebrać z ogródka trochę polnych kwiatów i zrobić bukieciki dla zakochanych, którzy pędząc na autobus, mogli takie arcydzieło ludowej ikebany kupić za 5 złotych dla swojej wybranki.
Od tej pory dziadkowi będą zabierać mosiężne klamki, słoiki na ogórki, a babci - te jej kwiatki. Nie wiadomo, co z tym będą później robić. Chyba zniszczą, tak samo jak tradycję, klimat miasta i tych ludzi, dla których te kilka złotych dziennie pomagało dorobić do tej polskiej emerytury- jałmużny.
Niestety budżet państwa ponosi większe straty z powodu oszustw podatkowych, których dokonują często legalni sprzedawcy. Nikt z pomysłodawców nowelizacji nie zauważył także, że prawdziwe straty Polska ponosi z nielegalnego handlu na największym deptaku świata, czyli w internecie.
Zmiany argumentowane były również tym, że taki towar sprzedawany na ulicy pociąga za sobą wiele negatywnych skutków, m.in. wprowadzanie do obrotu towarów niewiadomego pochodzenia, łamanie prawa związanego ze spokojem i porządkiem publicznym, nieuczciwą konkurencję oraz zakłócenie estetyki i harmonii przestrzeni publicznej. Niby racja, ale jako obywatel Krakowa wcześniej przyzwyczaję się chyba do zniknięcia z naszego miasta supermarketów niż handlarzy mydłem i powidłem.
Szkoda tylko, że nasze władze i służby porządkowe nie zajmują się prawdziwymi problemami, tylko tym naszym mydłem i powidłem, tą naszą tradycją bez fiskalnej rzeczywistości, która bezwzględnie rozlicza nas z każdej minuty życia.