Internetowy Dziennik Regionalny
21 maja 2012r.
imieniny: Jana, Moniki, Wiktora

Reforma emerytalna to pierwszy ważny sprawdzian i próba sił dla lewicy. Z powodu o wiele mniejszych zmian we Francji palił się asfalt. W świecie, w którym nic nie jest pewne, emerytura to jedyne świadczenie, którego państwo i nikt inny odebrać nie może.
W sytuacji drastycznego obniżenia aspiracji polskiego społeczeństwa ambicją bardzo wielu zaharowanych potwornie i pełnych obaw o zwolnienie z pracy rodaków jest dobrnięcie jakoś do emerytury. Emerytura to suchy brzeg wśród wzburzonych mórz. Nawet rentę inwalidzką czy chorobową można człowiekowi odebrać. Ludzie bez nóg muszą periodycznie stawać na komisję, żeby sprawdzić co? Czy mu nogi nie odrosły?
Reforma emerytalna rządu Donalda Tusk sprawia, że ten suchy brzeg, o którego osiągnięciu marzy tak wielu, oddala się odpowiednio: dla mężczyzn o dwa lata, a dla kobiet o siedem. Do tego nowego wieku emerytalnego trzeba nie tylko dożyć, ale i dopracować. W przeciwnym razie zabraknie tzw. okresów składkowych, a przynajmniej w okresie oczekiwania nie będzie z czego żyć, bo zasiłki dla bezrobotnych są śmiesznie niskie, można je pobierać najwyżej rok, a i tak 85% bezrobotnych nie ma do nich uprawnienia. Nie można też liczyć na pomoc społeczną, bo rząd od 2006 roku nie waloryzuje progów dochodowych, które do niej uprawniają, mimo że od tego czasu koszty utrzymania wzrosły o 40%.
Najwyższe bezrobocie w Polsce, to bezrobocie wśród młodzieży (ok. 25%). Ta młodzież nie będzie czekała aż starzy odejdą wreszcie na emeryturę z odpowiednim opóźnieniem, spowodowanym reformą. Oni wyjadą. Reforma emerytalna odniesie skutek odwrotny do zamierzonego. Pogorszy proporcje między ilością osób zawodowo czynnych, płacących składki emerytalne, a tymi którzy żyją ze świadczeń emerytalnych. Już raz w wyniku braku polityki społecznej i polityki budowania miejsc pracy z Polski wyjechało 2 miliony młodych ludzi, którzy przestali płacić składki emerytalne w Polsce. Jest wysoce prawdopodobne, że podobny efekty ucieczki zagranicę młodych płatników składki emerytalnej wywoła ta reforma. I to co się osiągniemy wydłużając wiek emerytalny to z naddatkiem utracimy w wyniku exodusu młodzieży zmuszonej dłużej czekać na miejsca pracy przymusowo dłużej zajmowane przez starsze generacje.
Wreszcie argument równie ważki. Nadmierna eksploatacja siły roboczej. To co rząd uznał w przypadku górników dołowych jest prawdą w wypadku większości pozostałych pracowników fizycznych. Ludzie w Polsce pracują w wymiarze godzinowym najdłużej w Europie (2016 godzin rocznie). Amortyzację maszyn rozlicza się w ujęciu godzinowym. Po przepracowaniu zawartego w instrukcji okresu trzeba je albo złomować albo przeprowadzać remont kapitalny. Z jakichś, nie znanych mi powodów premier zdaje się uważać, że Polak jest nie do zdarcia, że mimo przepracowania w ujęciu godzinowym o wiele większej liczby lat niż to wynika ze stażu pracy, i tak może tyrać i nie padnie. Błąd panie premierze. Polacy są schorowani, między innymi dlatego, że nie jeżdżą na urlopy (dwie trzecie społeczeństwa nie może sobie na nie pozwolić), bo pracują w weekendy, w nadgodzinach jak zwierzęta i tak są często w pracy traktowani. Dlatego zmuszanie ich do pracy przez kolejne lata, kiedy ich stan zdrowotności nakazywałby raczej odpoczynek, leczenie i rehabilitację, oznaczać może tylko jedno, skrócenie życia. Skrócenie, które tak dobrze określa ulica powiedzeniem: emerycie, popieraj rząd czynem, umierając przed terminem.
SLD zażądał referendum w tej sprawie. Zachował się tak jak lewica powinna się zachować. W sytuacji gdy 85% społeczeństwa nie chce takiej reformy, bo się zwyczajnie boi jej skutków Leszek Miller wzywając do referendum działa słusznie. Ruch Palikota natomiast przyjął inną strategię. Postanowił wymusić na rządzie realizację części swoich postulatów, jakichś osłon, które uczynią tę reformę strawną dla społeczeństwa. Gdyby rząd zgodził się na rozwiązania socjalne, które łagodzą społeczne skutki reformy i rozwiewają część obaw, jakie ona budzi, Janusz Palikot miałby niewątpliwą zasługę w niebie. W niebie, bo na ziemi i tak poparcie reformy emerytalnej na jakichkolwiek warunkach będzie uznane za zdradę wyborców i lewicowych ideałów. Oczywiście można sobie zadać pytanie: co się stanie jeżeli negocjacje między Palikotem i Tuskiem zakończą się fiaskiem? Nic się nie stanie. PSL wróci do szeregu i reforma i tak wejdzie w życie, tyle że bez osłon socjalnych. Ruch Palikota ma więc do wyboru: interes wyborczy (odrzucić poparcie reformy niezależnie od wyniku negocjacji o ewentualnych osłonach socjalnych) albo interes społeczny- walczyć o takie osłony i w przypadku ich uzyskania poprzeć reformę godząc się na ubytek poparcia w sondażach.
W tym ostatnim przypadku będzie to też oznaczało prezent dla SLD, które na poparciu przez Palikota reformy emerytalnej Tuska niewątpliwie zyskuje w rywalizacji o prymat na lewicy.